Strona Główna » Aktualności » Jego Świątobliwość Dalajlama w wywiadzie dla Newsweeka: ‘Duch tybetański jest silny’

Jego Świątobliwość Dalajlama w wywiadzie dla Newsweeka: ‘Duch tybetański jest silny’

12 maja 2010

Od powstania w 2008 roku Tybet jest zamknięty dla zachodnich dziennikarzy, co sprawia, że ocena panujących tam warunków jest dla osób z zewnątrz praktycznie niemożliwa. W zeszłym tygodniu Jego Świątobliwość Dalajlama udzielił w swojej himalajskiej rezydencji w McLeod Ganj w Indiach, wywiadu na temat sytuacji w Tybecie, polityki chińskiej i ruchu tybetańskiego, dziennikarzowi tygodnika Newsweek, Jerremu Guo. Poniżej znajdują się jego fragmenty.

Czy postęp gospodarczy pomógł Tybetańczykom?

Z pewnością tereny tybetańskie odniosły pewne korzyści [dzięki Chińczykom]. Lecz niektórzy zachodni ekonomiści, po zbadaniu warunków wewnątrz Tybetu, twierdzą, że z rozwoju gospodarczego korzystają Chińczycy Han, nie Tybetańczycy. Budowa dróg, linii kolejowych, lotnisk jest zasadniczo czymś bardzo przydatnym, lecz to czy zostaną one użyte w sposób pozytywny czy też negatywny, zależy od decyzji politycznych.

Rząd chiński przeznaczył 500 milionów dolarów na budowę „wygodnych domów” dla Tybetańczyków. Z pozoru wygląda to na krok we właściwą stronę.

To jest bardzo kontrowersyjny program. Trzy lata temu tybetański mnich, który odwiedził swój dom rodzinny niedaleko Lhasy, uczestniczył w publicznej uroczystości, w czasie której szef wioski mówił o ogromnej pomocy ze strony partii i rządu, o tym, że mają teraz nowe domy, i wszystko jest bardzo dobrze. Dzień lub dwa później odwiedził szefa w domu i prywatnie zapytał go o sytuację. Szef wioski powiedział wtedy, że pieniądze otrzymane od rządu były niewystarczające i musieli wziąć kredyt. Teraz wszyscy mają ogromne problemy z jego spłatą. Przyjęliśmy tutaj [w McLeod Ganji] ponad 100 000 Tybetańczyków. Niektórzy przyjeżdżają i jadą z powrotem, pochodzą ze wszystkich rejonów Tybetu. Każdy z nich skarży się, często z płaczem, na panujące tam warunki życia.

Chiny są w trakcie przeprowadzania największego jak do tej pory przedsięwzięcia w dziedzinie inżynierii społecznej – przymusowego przesiedlenia ponad miliona tybetańskich nomadów – podobno po to, by chronić środowisko naturalne. Co o tym myślisz?

Przez tysiące lat nomadowie mieli pewną kulturę, która była dostosowana do ich stylu życia. Na początku, gdy dostali subsydiowane przez rząd domy, byli zadowoleni, lecz kiedy otrzymane pieniądze skończyły się, nie mieli możliwości zarobienia więcej. Nie mają doświadczenia w budowaniu nowego życia, więc doświadczają teraz wielkich trudności.

Musisz być myślami przy trzęsieniu ziemi, które dotknęło południowy Tybet w kwietniu. Czy sądzisz, że po tej tragedii, więcej Chińczyków odnosi się ze zrozumieniem do postulatów ruchu tybetańskiego?

Mnisi przeszukiwali gruzy i znaleźli jedną osobę. Mieli właśnie wyciągnąć tego człowieka, gdy przyszli chińscy żołnierze i odepchnęli mnichów. Po czym sami wyciągnęli przywalonego gruzami, a następnie zrobili zdjęcie. To było naprawdę godne ubolewania. Lecz sądzę, że entuzjazm z jakim zwykli Chińczycy chcą pomagać i odbudowywać jest bardzo, bardzo prawdziwy. Mają oni teraz możliwość zobaczyć, jak naprawdę wygląda życie na obszarach tybetańskich, gdzie nie nastąpił zbyt wielki rozwój i warunki życia są bardzo ciężkie. Lecz wszystko zależy od polityki rządu.

Czy jesteś optymistą, jeśli chodzi o następne pokolenie chińskich przywódców?

Gdy Hu Jintao przejął władzę, nastąpił przypływ nadziei. Po tej nadziei nie ma już śladu. Teraz nadchodzi piąte pokolenie. Moim zdaniem, nacisk Hu na budowanie harmonijnego społeczeństwa ma duże znaczenie. Lecz harmonia i stabilizacja oparta jest [obecnie] na sile miliarnej i wsadzaniu ludzi do więzień. Jest to zła metoda. Tak więc mam nadzieję, że następna generacja przywódców wcieli w życie slogan głoszony przez Hu. Wielu członków partii na zewnątrz deklaruje ateizm, lecz głęboko w środku jest buddystami. To jest hipokryzja. Niektórzy z wysokich urzędników mają w swoich telefonach komórkowych moje zdjęcia. Krytykują mnie, lecz wewnątrz są normalnymi ludźmi.

Czy któryś z tych urzędników przekazał ci kiedykolwiek nieoficjalnymi kanałami swoje wyrazy poparcia?

To ściśle tajne [śmieje się]. Zdarzało się to z członkami personelu chińskich misji.

Czy brak zmian w Tybecie sprawi, że ruch tybetański ostatecznie wygaśnie?

Nie sądzę. Doświadczenie ostatnich sześćdziesięciu lat pokazuje, że nie jest łatwo osłabić tybetańskiego ducha. Duch tybetański jest bardzo silny.

Newsweek, wydanie z 10 maja 2010

Tłumaczenie: J.S

źródło: www.tibet.net