Strona Główna » Aktualności » Orędzie Jego Świątobliwości Dalajlamy

Orędzie Jego Świątobliwości Dalajlamy

10 marca 2011

10 marca 2011

Dziś przypada pięćdziesiąta druga rocznica pokojowego powstania narodu tybetańskiego przeciwko represjom komunistycznych Chin oraz trzecia rocznica protestów, które objęły cały Tybet w 2008 roku. Z tej okazji pragnę złożyć hołd wszystkim dzielnym mężczyznom i kobietom, którzy oddali życie za słuszną sprawę Tybetu. Wyrażam solidarność z cierpiącymi na skutek prześladowań i modlę się o dobro wszystkich istot.

Choć pozbawieni wolności i poczucia bezpieczeństwa, żyjący w strachu od ponad sześćdziesięciu lat Tybetańczycy zdołali zachować swą tożsamość oraz wartości rodzimej kultury. Co więcej, kolejne pokolenia nieznające wolnego Tybetu bez wahania biorą na siebie brzemię odpowiedzialności za walkę o naszą sprawę. To uosobienie narodowego ducha budzi mój podziw.

Ta Ziemia należy do ludzi, a Chińska Republika Ludowa do miliarda trzystu milionów obywateli, którzy mają prawo do prawdy o sytuacji w kraju i na świecie. Jeżeli zapewni się im dostęp do informacji, będą mogli odróżniać dobro od zła. Cenzura i ograniczanie dostępu do wiedzy urągają elementarnej przyzwoitości. Chińscy przywódcy uważają ideologię komunistyczną i uprawianą przez siebie politykę za słuszne. Skoro tak, należy podać je do wiadomości publicznej i nie bać się ludzkiej dociekliwości.

Chiny, państwo o największej populacji, wyrastają na światowe mocarstwo i podziwiam ich rozkwit gospodarczy. Mogą wiele wnieść w rozwój ludzkości i przyczynić na świecie pokoju, muszą jednak zyskać najpierw szacunek i zaufanie społeczności międzynarodowej, co wymaga od przywódców większej przejrzystości działań oraz postępowania zgodnie z wypowiadanymi słowami. Kluczem do tego są wolność wyrazu i niezależne media. Jawność jest także lekiem na korupcję. W ostatnich latach coraz więcej chińskich intelektualistów woła o reformy polityczne i większą otwartość. W podobnym duchu wypowiadał się również premier Wen Jiabao. To ważne i budzące moją radość symptomy.

ChRL to kraj wielu nacji, bogaty mnogością języków i kultur. Ich ochrona jest celem państwa, o czym jasno mówi konstytucja. W języku tybetańskim jako jedynym zachowano całe dziedzictwo nauk Buddy, w tym logiki oraz teorii poznania, epistemologii, z indyjskiego uniwersytetu Nalanda. Ten system rządzonej rozumem wiedzy ma potencjał służenia pokojowi i szczęściu wszystkich istot. Polityka, która kulturę taką podkopuje, zamiast chronić ją i rozwijać, na dłuższą metę sprowadza się do niszczenia wspólnego dziedzictwa ludzkości.

Rząd Chin powtarza często, że stabilizacja i rozwój są fundamentami dobrej przyszłości Tybetu, niemniej wciąż utrzymuje tam liczne oddziały wojskowe i mnoży restrykcje. Tybetańczycy żyją w ciągłym strachu i niepokoju. W ostatnim czasie ukarano wielu intelektualistów, osób publicznych i ekologów, którzy wyrażali po prostu podstawowe aspiracje narodu tybetańskiego. Wtrącano ich do więzień za „działalność wywrotową”, podczas gdy oni mówili tylko o tożsamości narodowej i dziedzictwie własnej kultury. Takie represje nie służą jedności ani stabilizacji. W samych Chinach aresztowano też broniących praw obywateli adwokatów, niezależnych pisarzy, działaczy praw człowieka. Wzywam chińskich przywódców do zrewidowania tych decyzji i natychmiastowego zwolnienia więźniów sumienia.

Rząd Chin utrzymuje, że problem Tybetu sprowadza się do kwestii przywilejów i statusu Dalajlamy, prawda jest jednak taka, że ciągłe represje wywołały głęboką, powszechną niechęć wobec polityki władz. Niezadowolenie demonstrują przedstawiciele wszystkich środowisk. O istnieniu problemu najlepiej świadczy fakt, że chińska administracja nie potrafi zjednać sobie zaufania ani lojalności Tybetańczyków, którzy są traktowani z podejrzliwością i bezustannie inwigilowani. Ten smutny stan rzeczy zgodnie potwierdzają chińscy i zagraniczni turyści.

Pod koniec lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych pozwolono nam na wysłanie do Tybetu misji społeczności emigracyjnej i proponujemy to również teraz. Chętnie widzielibyśmy także wizyty przedstawicieli niezależnych ciał międzynarodowych, w tym parlamentarzystów. Jeśli uznają oni, że Tybetańczycy są szczęśliwi, z radością przyjmiemy to do wiadomości.

Duch realizmu rządów Mao z początku lat pięćdziesiątych sprawił, że Chiny podpisały z Tybetem Siedemnastopunktową ugodę. Podobny duch towarzyszył epoce Hu Yaobanga u progu lat osiemdziesiątych. Powrót do owego realizmu mógłby z łatwością rozwiązać nie tylko problem Tybetu, lecz dziś dominują niestety poglądy zachowawcze, które po sześciu dekadach sytuację jedynie zaogniają.

Z Płaskowyżu Tybetańskiego tryskają główne rzeki Azji; z liczbą lodowców mniejszą jedynie od biegunów, jest on nazywany biegunem trzecim. Dewastacja środowiska naturalnego Tybetu będzie miała katastrofalne skutki dla wielu regionów, zwłaszcza Chin i subkontynentu indyjskiego. Rząd centralny, władze lokalne i całe społeczeństwo chińskie powinny uprzytomnić sobie powagę sytuacji i podjąć skuteczne kroki zaradcze. Apeluję do Pekinu o zainteresowanie przetrwaniem ludzi, których byt zależy od stanu środowiska naturalnego Tybetu.

Poszukując rozwiązania problemu, konsekwentnie szliśmy korzystną dla obu stron Drogą Środka, która zakłada prawdziwą autonomię narodu tybetańskiego w ChRL. Podczas rozmów z urzędnikami rządowego Departamentu Pracy Frontu Jedności szczegółowo omawialiśmy nadzieje i aspiracje Tybetańczyków. Brak jakiejkolwiek pozytywnej reakcji na nasze umiarkowane propozycje zmusza do zadania sobie pytania, czy wiernie przekazano je władzom wyższego szczebla.

Od najdawniejszych czasów Tybetańczycy i Chińczycy byli sobie sąsiadami. Nie wolno dopuścić, by nasze nierozwiązane spory położyły się cieniem na wiekowym braterstwie. Podejmujemy kroki w celu promowania dobrych stosunków między żyjącymi za granicą rodakami i cieszę się, że przyczynia się to do lepszego zrozumienia i przyjaźni. Tybetańczycy w ojczyźnie także powinni pielęgnować dobre relacje z chińskimi braćmi i siostrami.

W ostatnich tygodniach byliśmy świadkami niezwykłych pokojowych kampanii o wolność i demokrację w różnych regionach Afryki północnej i nie tylko. Niewzruszenie wierzę w niestosowanie przemocy i potęgę mas, a wydarzenia te są kolejnym dowodem, iż determinacja i pokojowe środki mogą prowadzić do zmian na lepsze. Wszyscy musimy mieć nadzieję, że te inspirujące wydarzenia zaowocują prawdziwą wolnością, szczęściem i pomyślnością mieszkańców owych państw.

Jednym z moich najwcześniejszych marzeń były reformy polityczne oraz społeczne, i w ciągu tych kilku lat, kiedy faktycznie sprawowałem władzę w Tybecie, udało mi się dokonać kilku fundamentalnych zmian. Choć w kraju było to później niemożliwe, nie ustawałem w tych wysiłkach na emigracji. Dziś, zgodnie z Kartą Tybetańczyków na wychodźstwie, ludzie wybierają bezpośrednio kalona tipę, przywódców politycznych i deputowanych. Na wygnaniu udało nam się stworzyć demokrację odpowiadającą normom społeczeństwa otwartego.

Już w latach sześćdziesiątych mówiłem, że Tybetańczycy potrzebują pochodzącego z wolnych wyborów przywódcy, któremu będę mógł przekazać władzę. Nie ulega wątpliwości, że nadszedł na to czas. Podczas zbliżającego się jedenastego posiedzenia czternastego parlamentu na wychodźstwie zaproponuję nowelizację Karty zgodną z moją decyzją przekazania formalnych prerogatyw wybieralnemu przywódcy.

Od kiedy ogłosiłem swoje zamiary, wielokrotnie kierowano do mnie żarliwe prośby – z Tybetu i diaspory – o dalsze sprawowanie politycznego przywództwa. Moje pragnienie przekazania władzy nie ma nic wspólnego z uchylaniem się od odpowiedzialności i w dłuższej perspektywie winno najlepiej służyć Tybetańczykom. Nie jestem zniechęcony. Rodacy pokładają we mnie taką ufność i wiarę, że jako jeden z nich czuję się zobowiązany do udziału w walce o słuszną sprawę Tybetu i jestem przekonany, że z czasem ludzie odczytają moje intencje, poprą tę decyzję i pozwolą się jej ziścić.

Korzystając z okazji, pragnę wspomnieć o dobroci przywódców wielu państw, którym droga jest sprawiedliwość, parlamentarzystów, intelektualistów i grup poparcia dla Tybetu, udzielających naszemu narodowi niezawodnego wsparcia. Nigdy nie zapomnimy zwłaszcza o pomocy ludu i rządu Indii oraz władz poszczególnych prowincji, szczodrze wspierających nasze wysiłki na rzecz zachowania religii i kultury oraz rozwój społeczności emigracyjnej. Wszystkim im z całego serca dziękuję.

Z modlitwami o pomyślność i szczęście wszystkich istot,

Dalajlama
Dharamsala, 10 marca 2011

Tłumaczenie:Helsińska Fundacja Praw Człowieka